Blog C4E – rozmowa z sobą i ...z Tobą
01.03.2012r.
Droga ważniejsza niż cel, czyli ... czy Pan Lachowski się myli?

Dawno, dawno temu, ze szczerym zainteresowaniem przyglądałam się budowaniu przez Pana Sławomira Lachowskiego pierwszych internetowych banków w Polsce. Ciekawość, nie tylko zawodowa (pracowałam wówczas jako menedżer sprzedaży w GE Capital Banku) sprawiła, że stałam się jednym z pierwszych klientów „Inteligo”. Zadowolonym. MultiBanku i mBanku już nie testowałam, ale sukces sprzedażowy podziwiałam.

Kiedy więc z posta na Linkedin dowiedziałam się, że ten efektywny leader wydał książkę o zarządzaniu przez wartości udałam się do księgarni. Rzeczywiście, jeszcze ciepła Droga ważniejsza niż cel czekała na czytelnika.

C4E – Partner w budowaniu etycznego i efektywnego przywództwa – taki tytuł zobowiązuje, zatem w moim czytaniu książki było nie tylko dużo zawodowej ciekawości i wnikliwości,  ale i ludzkiej, życzliwej otwartości.

Czego szukałam? A co znalazłam?

Te pytania pojawiły się od razu po przeczytaniu ostatniej strony książki. Poczułam się zawiedzona.
Zrozumiałam, że nie szukałam wywodu, który miałby mnie przekonać, że wartości z dekalogu przekładają się na biznesowe rezultaty i pozwalają w spokoju schodzić z tego świata.
I nie potrzebowałam aż tylu stron, by przeczytać o tym, jak wiele osób też tak myśli. Wartości żyją przez czyny ludzi a nie dzięki teoriom. Chciałam poznać bliżej biznesowego leadera i człowieka zarazem.
Nie spotkałam.

Autor swoje człowieczeństwo schował za intelektualnym wywodem. Nie polubiłam więc akademickiego tonu i języka książki. Wolę, kiedy z tekstu widać człowieka z krwi i kości, kogoś kto ma nie tylko głowę, ale i serce. Kogoś, kto wiele razy wygrywa, ale jeszcze więcej razy... przegrywa! Ale na porażkach buduje przyszłe osiągnięcia.

Nie jestem malkontentem, więc spodobał mi się rozdział Wartości w kulturze masowej, w którym autor odsłania na chwilę swoje ludzkie emocje. Chociaż wyraża je grzecznie, zgodnie z tonem cytowanego tam obficie  dziewiętnastowiecznego eseju hrabiego Stanisława Tarnowskiego, możemy poznać tam Lachowskiego - człowieka. Może dlatego liczne fragmenty na głos odczytywałam mężowi i córce, a przy okazji przypomniały nam się słowa Margaret Thatcher wypowiedziane z pasją w Żelaznej damie: „Kiedyś ludzie chcieli coś zrobić. Teraz chcą tylko być kimś”.

O tym, że „Lachowski - przywódca & człowiek” skrył się w intelektualnym wykładzie świadczy także to, iż nie trafiłam w książce choćby na jeden akapit, w którym autor dzieliłby się swoją porażką. Nawet najmniejszą.
Stwierdzenie „To się nie udało. To nie do końca wyszło. Mój udział w tym jest taki […]” wymaga pokory, odwagi i dystansu do samego siebie. Czy wnikliwy z natury, biznesowy leader, zaufa chodzącemu ideałowi?

I tu się pojawia pytanie.
Dla kogo autor napisał tę książkę?
Bo nie chcę myśleć, że dla ... siebie!

Jako były bankowy menedżer i osoba blisko współpracująca z biznesowymi leaderami widzę, że oni WIEDZĄ, że wartości są ważne. Wiedzą, ale często nic lub niewiele z tym ROBIĄ!
   
Czy po przeczytaniu tej książki zaczną?
Czy mają szansę na takie wyzwanie?
Bo czy zechcą wziąć z księgarskiej półki książkę o takim tytule?
 
Droga ważniejsza niż cel.
Tak mógł napisać tylko leader, który już wszedł na kilka zawodowych szczytów, i to dużych.
To z perspektywy tego, który już podziwiał widoki z góry, napisana jest książka a w tytule postawiona zdecydowana teza. Mocna, bo z kropką na końcu.

Czy więc Ci, którzy ciągle są „w drodze”, jeszcze nie założyli własnych firm doradczych lub nie wyjechali na wieś by w krótkim sezonie uprawiać cukinie, kupią tę „kropkę i tezę”?  

Młodzi, 35-40 letni, a już niezwykle dojrzali menedżerowie, utalentowani bo zajmujący kluczowe pozycje w firmach, są ciągle bardzo ambitni, a swoje szczyty mają jeszcze przed sobą. I dobrze, że góry są tak bardzo wysokie. To dlatego, że wydają się nieraz nieosiągalne, wciąż znajdują się śmiałkowie. I tak świat posuwa się do przodu. Więc, czy oni od „celu” w drodze odstąpią? Oni także, jak kiedyś sam autor książki, chcą pozostawić po sobie ślad.

Dlatego nie budują tez?
Bo codzienne stają przed trudnymi wyborami i swoim działaniami muszą odpowiadać na pytania:
Jak to zrobić, żeby osiągnąć cel, ale nie CZYIMŚ KOSZTEM?
„Jak nie będąc jeszcze na szczycie firmowej hierarchii, zmienić system organizacji i jak skutecznie, ale też etycznie w nim działać”?


Świadomi pola oddziaływania „systemu firmy”, a w nim m.in. toksycznych szefów, członków rad nadzorczych, nie chcą rezygnować ani z celu, ani z drogi, ani z samych siebie. Wiedzą i czują, jaka to wartość być autentycznym przywódcą i człowiekiem.

Czy książka przeglądająca teorie oraz praktyki zarządzania, w tym, ze szczegółami opisująca DROGĘ autora cytowaną z dokumentów wewnętrznych BRE, może być im pomocna?
 
Autentyczni przywódcy szukają swojej własnej drogi. Nikogo nie kopiują.
Dlatego, jako executive coach i partner biznesowego leadera, nie uczę go etyki czy moralności i nie każę mu iść w zgodzie z moimi wartościami. Wspieram go tylko w odkrywaniu wartości i zasad tych najgłębszych i najważniejszych dla niego, w budowaniu poczucia własnej wartości i odwagi niezbędnej w świadomym, wytrwałym i etycznym działaniu na rzecz realizacji … CELU!

Daleka jestem od narzucania komukolwiek czegokolwiek. Ale gdybym miała sparafrazować tytuł książki, powiedziałabym, że teza  „Droga RÓWNIE ważna, jak cel” być może choć na chwilę zatrzymałaby leaderów w ich szalonym pędzie, skłoniłaby do refleksji, a potem może i do zmiany sposobu działania.
Może wtedy świat przez nich „zarządzany” w zgodzie z kardynalnymi wartościami nie szybko dotknąłby kryzys zaufania i festiwal chciwości, jakiego skutków doświadczamy teraz wszyscy?

Mogę się oczywiście mylić.
Mawiają, że „prawdziwa mądrość zakłada mniej niż głupota. Mędrzec często wątpi i zmienia zdanie. Głupiec jest zawzięty i nigdy nie wątpi, zna wszystko oprócz własnej niewiedzy.”

Skoro nie przekonała mnie tytułowa teza książki, to co z niej wyniosłam?
Dużo. Szczególnie wiedzy. Lektura warta była czasu i uwagi.

Kiedy więc dotarłam do ostatniego jej zdania:
„Zarządzanie przez wartości zaczyna się od dobrego przywództwa i na przywództwie się kończy. Dobrze albo źle. wiedziałam, że to jest to, co chcę ze sobą zabrać. Bo to nie podlega żadnej dyskusji.
I chociaż w pracy z menedżerami eliminujemy z ich słownika słowa „dobrze” i „źle”, tym razem uznałam, że są one na miejscu. Relatywizm moralny to powolnie działająca trucizna. Więc, jeśli jesteś etycznym i efektywnym leaderem to „dobrze”, a jeśli nie, to „źle”. I to zarówno dla Ciebie, jak i dla innych.

Cytat z książki pozwoliłam sobie więc umieścić w serwisie C4E, a sama zadałam sobie pytanie:
„Jaka to byłaby książka gdyby zaczynała się do zdania, którym ta się kończy?”

Droga ważniejsza niż cel.
Droga równie ważna, jak cel.
………………………” ?


A Ty, jak myślisz?
I jak działasz?    
                                               [grażyna nowak]
 
Appendix

Książkę pełną silnych emocji, wnikliwych intelektualnie przemyśleń oraz faktów z życia w zgodzie wartościami, w ciągłej drodze, ze szlachetnym celem, mrokami autentycznego człowieczeństwa napisał laureat literackiej nagrody Nobla, Mario Vargas Llyosa. Chociaż książka ma tytuł romantyczny, (Marzenie Celta), leader w niej opisany (Roger Casement) żył naprawdę. To on m.in. odsłonił przed światem cynizm biznesowych potentatów i kulisy fortun zbudowanych na działaniu bez moralnych zasad. O jego etycznej postawie i skutecznym działaniu świadczy między innymi to, że w Irlandii stał się bohaterem narodowym, ale nim to się stało, angielska Królowa nadała mu tytuł „Sir”.
Marzenie Celta to lektura poruszająca i niełatwa. Ale jak to w życiu, nikt nam nie obiecywał, że będzie łatwo.

Ta strona wykorzystuje pliki typu cookie. Jeżeli nie wyrażasz zgody na ich zapisywanie, wyłącz ich obsługę w ustawieniach swojej przeglądarki. Więcej informacji o polityce cookies znajdziesz na tej stronie. Zamknij